W świecie mediów, gdzie człowiek jest tylko odbiorcą informacji, bez możliwości ich weryfikacji, natłok danych powoduje, że nasze mózgi w pewnym momencie się wyłączają i reagują tylko na silny bodziec wstrząsający receptorami lub powodujący wyzwolenie się pewnych emocji. 
            Dobrze zrozumieli to twórcy kiczu, opartego na przemocy i seksie. Odwołują się oni do naszych pierwotnych instynktów, których mimo wielu lat życia w cywilizowanym świecie, ludzie nie są w stanie zdławić w sobie. Czasy gdy prawdziwa muzyka przyciągała tłumy, minęły niestety bezpowrotnie. Obecnie dziczejące w liberalnym świecie społeczeństwo, szczególnie jego młodsza część, zachwyca się chłamem i tandetą. Umiejętności wokalne, czy muzyczne zeszły ze sceny całkowicie. W dobie gdy muzykę „robi” komputer, „artystą” może być każdy. Jakże jednak jest to krzywdzące dla prawdziwej sztuki, pięknego głosu i sprawnych palców,  biegających po strunach gitary czy klawiszach fortepianu, wyćwiczonych długim godzinami prób i ćwiczeń?  To powinno budzić zachwyt rozumnego widza, a nie goła baba, piejąca jak kura z chrypą, żywiąca się na co dzień skandalami, śpiewająca o zabijaniu, gwałtach, zdradach i libacjach. 
            Czy zawsze już tak będzie, że przekaz artystyczny tłumiony będzie, rozbudowaną do granic możliwości, tandetną otoczką „plastiku” i wyuzdania? Obawiam się, że niestety ogłupienie społeczne, będące jak choroba zakaźna, pochłaniająca podatne (młode) rozumy i żywiąca się bezmyślnością spowoduje rozwój tandety i kiczu. Czy cenzura pseudoartystycznych wypocin zmieni stan rzeczy? Raczej nie. Co najwyżej może tego postępującego „raka” spowolnić. Dopóki jednak na nowo nie zostanie wdrożony system dyscypliny i prawdziwego wychowania w społeczeństwie, dopóty głupota i tania rozrywka w postaci wulgarnych wystąpień pseudoartystów, będzie wygrywała.