endriu81 blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

W świecie mediów, gdzie człowiek jest tylko odbiorcą informacji, bez możliwości ich weryfikacji, natłok danych powoduje, że nasze mózgi w pewnym momencie się wyłączają i reagują tylko na silny bodziec wstrząsający receptorami lub powodujący wyzwolenie się pewnych emocji. 
            Dobrze zrozumieli to twórcy kiczu, opartego na przemocy i seksie. Odwołują się oni do naszych pierwotnych instynktów, których mimo wielu lat życia w cywilizowanym świecie, ludzie nie są w stanie zdławić w sobie. Czasy gdy prawdziwa muzyka przyciągała tłumy, minęły niestety bezpowrotnie. Obecnie dziczejące w liberalnym świecie społeczeństwo, szczególnie jego młodsza część, zachwyca się chłamem i tandetą. Umiejętności wokalne, czy muzyczne zeszły ze sceny całkowicie. W dobie gdy muzykę „robi” komputer, „artystą” może być każdy. Jakże jednak jest to krzywdzące dla prawdziwej sztuki, pięknego głosu i sprawnych palców,  biegających po strunach gitary czy klawiszach fortepianu, wyćwiczonych długim godzinami prób i ćwiczeń?  To powinno budzić zachwyt rozumnego widza, a nie goła baba, piejąca jak kura z chrypą, żywiąca się na co dzień skandalami, śpiewająca o zabijaniu, gwałtach, zdradach i libacjach. 
            Czy zawsze już tak będzie, że przekaz artystyczny tłumiony będzie, rozbudowaną do granic możliwości, tandetną otoczką „plastiku” i wyuzdania? Obawiam się, że niestety ogłupienie społeczne, będące jak choroba zakaźna, pochłaniająca podatne (młode) rozumy i żywiąca się bezmyślnością spowoduje rozwój tandety i kiczu. Czy cenzura pseudoartystycznych wypocin zmieni stan rzeczy? Raczej nie. Co najwyżej może tego postępującego „raka” spowolnić. Dopóki jednak na nowo nie zostanie wdrożony system dyscypliny i prawdziwego wychowania w społeczeństwie, dopóty głupota i tania rozrywka w postaci wulgarnych wystąpień pseudoartystów, będzie wygrywała.  

Symbol krzyża jest mocno zakorzeniony w tradycji europejskiej, mimo że dzisiejsza Europa  nazywającą się „świecką Europą” nie chce przyznać, że jest On znakiem historii krwawej i trudnej, a za razem bardzo bogatej i ciekawej, historii  wstydliwych dziejów narodów, ale też i godnych przypomnienia.

                O tym symbolu i jego wpływie na dzieje „Starego Kontynentu” można napisać nie jedną książkę. Chodzi jednak o to, żeby nie sprowadzać tego znaku do rangi narzędzia w walce politycznej.  Należy rozumieć podejście ludzi niewierzących, czy ludzi nie będących chrześcijanami, dla których Krzyż nie przedstawia żadnej wartości. Owszem mają do tego prawo i niech tak pozostanie. Pamiętajmy, że siłą naszego Narodu było poszanowanie różnorodności, zarówno religijnej jak i kulturowej. Bądźmy z tego dumni, gdyż kraje zachodniej Europy pod tym względem nie dorastały nam do pięt i dzisiejsza ich postawa, moralizująca w stosunku do Polski, jest co najmniej obłudna i nie na miejscu.

                Wracając do tematu. Mimo, że Krzyż który znalazł się przed Pałacem Prezydenckim, był spontaniczną reakcją części Narodu na tragedię smoleńską, to trzeba pamiętać i o tej części społeczeństwa, która nie pochwala takiego postępowania. Zgodzić się należy, że ten znak jest bardzo wymowny, ale patrząc racjonalnie, nie każde miejsce jest dogodne do prezentowania takiego radykalizmu religijnego. Oprócz uczuć, świat jest kierowany, a przynajmniej kierowany być powinien rozumem, chłodną kalkulacją i myśleniem. Z takiego punktu widzenia teren przed Pałacem Prezydenckim, jest miejscem, co najmniej nietrafnym do postawienia takiego znaku, gdyż nakłada to niejako obowiązek na mieszkańca Pałacu, że ma być wierzący. Postawa taka dyskryminuje religijność (lub jej brak) innych osób. Podstawowym błędem narodów jest mieszanie spraw wiary do spraw stricte świeckich czyt. państwowych. Te dwie dziedziny muszą, żyć własnym życiem zupełnie niezależnym, choć nie oznacza to, że jedno nie może czerpać z mądrości drugiego. Wierzę, że sytuacja obecna, zostanie rozwiązana w sposób możliwie łagodny, a dla Krzyża znajdzie się inne godne miejsce, nie budzące takich emocji.  

Choć ogólnie od polityki stronię i jestem tylko biernym jej obserwatorem, to obecna sytuacja wszechobecnej i zalegalizowanej hipokryzji nie pozwala mi milczeć.

Wybory prezydenckie za nami, można powiedzieć cyrk zakończony. Czy aby na pewno?

Wielka radość wśród polityków PO, mniejsza wśród pozostałych. Obecny skład władzy, skąd inąd zupełnie nie pluralistyczny, daje możliwość zupełnego nieokiełznanego hulactwa „elity” rządzącej pod hasłem „prezydent nasz, rząd nasz, władza nasza”.

Wielki piewca pluralizmu politycznego, pierwszy elektryk RP o dziwo nie widzi nic złego w obecnej sytuacji. Jakiż to piękny dowód na to, że miejsce widzenia zależy od miejsca siedzenia. Około 50% społeczeństwa, dało się zmanipulować mediom i nie tylko idąc na wybory wierząc, że może w końcu coś się zmieni. Wynik ten, jakże połechtał ego polityków. Nikt niestety, a w szczególności niby niezależne media, nie mówią o tym, że druga połowa Polaków, nie będąca podatna na natrętną manipulację, nie poszła głosować. Co to oznacza? Otóż rzecz ma się bardzo prosto. Ta część, której i ja jestem dumnym reprezentantem, swoją postawą mówi wyraźnie, że ma w głębokim poważaniu wybór między obłudą i obłudą oraz hipokryzją i hipokryzją i na nic tu medialne zabiegi, że taka postawa jest nie obywatelska, że to szkodzi Polsce i demokracji. Moim prawem jest nie głosować i nie popierać  zła. Kaleka demokracja (o ile demokracja może być zdrowa?) jakiej doświadczamy w Polsce co kilka lat funduje nam cyrk na resorach.  Dwadzieścia lat żenującego przedstawienia za pieniądze m.in. tych zmanipulowanych podatników, ślepo wierzących upartyjnionym mediom.

Rodzi się zatem pytanie. Czy Bronisław K. spełni swoje obiecanki przedwyborcze, czy też podobnie jak jego partia, oleje wyborców traktując ich zgodnie z zasadą, że szary obywatel jest potrzebny jedynie aby zapłacić podatek i zagłosować, co jakiś czas w imię legalizacji nieróbstwa i dziwacznych interesów, jak dotąd nie wyjaśnionych Mira, Zdzicha, Rycha i wielu innych cwaniaków.

Następny rok, to również rok wyborczy. Tym razem wybierani będą do parlamentu „przedstawiciele” społeczeństwa (przynajmniej tak o sobie mówią).  Jestem przekonany, że przez rok nie zostanie zrobione nic, co mogłoby poprawić sytuację gospodarczą Polski, gdyż wymaga to niepopularnych decyzji mimo, że sytuacja koalicji rządzącej jest nadzwyczaj korzystna i łatwa.

Kolejny rok, kolejne bicie piany, kolejna natrętna inwazja górnolotnych haseł skierowana do „pospólstwa” i boleć może tylko to, że znów znajdą się zmanipulowani, którzy zaplątani w swoją naiwność, pójdą oddać głos na „tych lepszych”.


  • RSS