Choć ogólnie od polityki stronię i jestem tylko biernym jej obserwatorem, to obecna sytuacja wszechobecnej i zalegalizowanej hipokryzji nie pozwala mi milczeć.

Wybory prezydenckie za nami, można powiedzieć cyrk zakończony. Czy aby na pewno?

Wielka radość wśród polityków PO, mniejsza wśród pozostałych. Obecny skład władzy, skąd inąd zupełnie nie pluralistyczny, daje możliwość zupełnego nieokiełznanego hulactwa „elity” rządzącej pod hasłem „prezydent nasz, rząd nasz, władza nasza”.

Wielki piewca pluralizmu politycznego, pierwszy elektryk RP o dziwo nie widzi nic złego w obecnej sytuacji. Jakiż to piękny dowód na to, że miejsce widzenia zależy od miejsca siedzenia. Około 50% społeczeństwa, dało się zmanipulować mediom i nie tylko idąc na wybory wierząc, że może w końcu coś się zmieni. Wynik ten, jakże połechtał ego polityków. Nikt niestety, a w szczególności niby niezależne media, nie mówią o tym, że druga połowa Polaków, nie będąca podatna na natrętną manipulację, nie poszła głosować. Co to oznacza? Otóż rzecz ma się bardzo prosto. Ta część, której i ja jestem dumnym reprezentantem, swoją postawą mówi wyraźnie, że ma w głębokim poważaniu wybór między obłudą i obłudą oraz hipokryzją i hipokryzją i na nic tu medialne zabiegi, że taka postawa jest nie obywatelska, że to szkodzi Polsce i demokracji. Moim prawem jest nie głosować i nie popierać  zła. Kaleka demokracja (o ile demokracja może być zdrowa?) jakiej doświadczamy w Polsce co kilka lat funduje nam cyrk na resorach.  Dwadzieścia lat żenującego przedstawienia za pieniądze m.in. tych zmanipulowanych podatników, ślepo wierzących upartyjnionym mediom.

Rodzi się zatem pytanie. Czy Bronisław K. spełni swoje obiecanki przedwyborcze, czy też podobnie jak jego partia, oleje wyborców traktując ich zgodnie z zasadą, że szary obywatel jest potrzebny jedynie aby zapłacić podatek i zagłosować, co jakiś czas w imię legalizacji nieróbstwa i dziwacznych interesów, jak dotąd nie wyjaśnionych Mira, Zdzicha, Rycha i wielu innych cwaniaków.

Następny rok, to również rok wyborczy. Tym razem wybierani będą do parlamentu „przedstawiciele” społeczeństwa (przynajmniej tak o sobie mówią).  Jestem przekonany, że przez rok nie zostanie zrobione nic, co mogłoby poprawić sytuację gospodarczą Polski, gdyż wymaga to niepopularnych decyzji mimo, że sytuacja koalicji rządzącej jest nadzwyczaj korzystna i łatwa.

Kolejny rok, kolejne bicie piany, kolejna natrętna inwazja górnolotnych haseł skierowana do „pospólstwa” i boleć może tylko to, że znów znajdą się zmanipulowani, którzy zaplątani w swoją naiwność, pójdą oddać głos na „tych lepszych”.